Zapomniane choroby powróciły

Przeciętny polski pacjent krztusiec kojarzy z zamierzchłą przeszłością, nie ma prawie żadnej wiedzy na temat tzw. żółtaczki pokarmowej, a o odrze słyszał jedynie w serwisach informacyjnych. Jednak statystyki nie kłamią: liczba zachorowań na zapomniane już choroby rośnie. Podobnie jak grupa przeciwników szczepień.

Pierwsze objawy odry przypominają typową infekcję wirusową. Wysoka gorączka, brak apetytu, nieżyt nosa, zapalenie spojówek, któremu czasem towarzyszy obrzęk powiek czy światłowstręt oraz złe samopoczucie nie wskazują na to, jak poważną chorobę zwiastują. Dopiero po kilku dniach pojawiają się charakterystyczne dla odry plamki Koplika – szaro-białe grudki na błonie śluzowej policzków oraz ciemnoczerwona, plamisto-grudkowa osutka za uszami, potem na szyi, twarzy, tułowiu i kończynach. Jednak już od momentu wystąpienia pierwszych, tzw. zwiastunowych objawów chory stanowi poważne zagrożenie dla osób niezaszczepionych, które wcześniej nie chorowały na odrę – prawdopodobieństwo zarażenia wynosi blisko 90 proc. Wirus przenosi się do 3-4 dni po wystąpieniu osutki i rozprzestrzenia się głównie drogą kropelkową lub powietrzno-kropelkową, stąd przyjmuje się, że jeden chory może zakazić 12-18 osób.

Odra na Śląsku

Zeszłoroczne informacje o nowych ogniskach choroby w kraju były zaskoczeniem. Aktualnie w Polsce odrę klasyfikuje się jako chorobę przywleczoną, a brak rodzimego wirusa to efekt regularnie przeprowadzanych szczepień, które wprowadzono w 1975 roku. Nie bez powodu – odra zwykle ma ciężki lub średnio ciężki przebieg. Stanowi szczególne niebezpieczeństwo dla dzieci do lat 5, zwłaszcza niemowląt oraz dorosłych z osłabioną odpornością. Jest obarczona ryzykiem poważnych powikłań, takich jak zapalenie płuc, wątroby czy mózgu, może prowadzić do śmierci.

Jesienią informowaliśmy, że zachorowania na odrę odnotowano w Lublińcu i Gliwicach, na początku stycznia choroba pojawiła się w Bytomiu. Śląska Izba Lekarska zaangażowała się w akcję promocji szczepień, które pozwalają uchronić przed wirusem siebie, ale też osoby niekwalifikujące się do szczepienia oraz dzieci przed 13. miesiącem życia. Właśnie wtedy zaleca się podanie pierwszej dawki MMR, czyli skojarzonej szczepionki przeciwko odrze, ospie i różyczce. Do niedawna druga dawka w kalendarzu szczepień widniała w 10. roku życia, jednak od roku 2019 termin przyspieszono o 4 lata – ze względu na pogarszającą się w całej Europie sytuację epidemiologiczną. Przy rosnącej liczbie przeciwników szczepień trudno oczekiwać poprawy.

Koklusz czyli krztusiec

W ostatnich pięciu latach w powiecie tarnogórskim, Piekarach Śląskich i Bytomiu ponad 120 osób zachorowało na koklusz, zwany też krztuścem. To kolejna zapomniana, bagatelizowana i niebezpieczna choroba, która zaledwie ponad pół wieku temu zbierała śmiertelne żniwo wśród dzieci przed 1. rokiem życia. Jednak już w kolejnych latach po wprowadzeniu masowych szczepień (rok 1960), statystyki wskazywały na ponad 100-krotny spadek liczby zachorowań. Mimo to w połowie lat 90-tych choroba wróciła, atakując średnio 5-7 tys. Polaków rocznie – nie tylko dzieci, ale też nastolatków i dorosłych. Przyczyna? Brak szczepień niemowląt lub brak dawki przypominającej, która pozwala utrzymać odporność w kolejnych latach życia.

Krztusiec to choroba bakteryjna. Jak sama nazwa wskazuje, charakterystycznym symptomem choroby jest męczący kaszel, ze świszczącym wdechem przypominającym pianie koguta. Napady są tak silne, że mogą powodować mimowolne oddanie moczu, stolca, wymioty, duszności, a u małych dzieci bardzo niebezpieczny bezdech, dlatego najmłodszych pacjentów po postawieniu diagnozy natychmiast poddaje się hospitalizacji.

W przypadku krztuśca zakaźność szacuje się na 80 proc. Bakterie rozprzestrzeniają się drogą kropelkową podczas kaszlu, kichania, mówienia czy po prostu w bezpośrednim kontakcie z chorym, który największe zagrożenie stanowi w pierwszych trzech tygodniach od zakażenia. Choroba niesie ze sobą poważne powikłania.

Szczepionkę przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi (DTP) podaje się już kilkumiesięcznym niemowlętom. To jedno ze szczepień obowiązkowych. Czas ochrony szacuje się tylko na około 10 lat, o czym niejednokrotnie zapominają zaszczepieni w dzieciństwie dorośli.

Choroba brudnych rąk

W roku 2017 w całej Polsce odnotowano gwałtowny wzrost zachorowalności na wirusowe zapalenie wątroby typu A, potocznie zwane żółtaczką pokarmową. W mediach pojawiały się informacje o zagrożeniu epidemią, z najtrudniejszą sytuacją borykano się m.in. na Śląsku. Pracownikom Sanepidu udało się ustalić, że chorzy byli zatrudnieni m.in. w restauracjach, sklepach i innych firmach związanych z produkcją i dystrybucją żywności. WZW A bywa nazywana chorobą brudnych rąk. Rozprzestrzenia się m.in. drogą pokarmową: za pośrednictwem żywności, wody, ale też poprzez kontakt, również seksualny.

Początkowo objawy przypominają przeziębienie, jednak choroba ma ostry przebieg i może prowadzić do uszkodzenia wątroby. Jak informuje Izabela Szczuka, kierownik Sekcji Epidemiologii Państwowego Powiatowego Instytutu Sanitarnego w Bytomiu, do niedawna chorobę brudnych rąk głównie “przywożono” z krajów o niskich standardach higieny.

Obecnie w grupie ryzyka znajdują się pracownicy kanalizacji, oczyszczalni ścieków, pracujący przy obróbce i dystrybucji żywności, chorujący przewlekle, zwłaszcza na WZW typu B i C, personel medyczny oraz dzieci – ta ostatnia grupa stanowi szczególnie istotne źródło zakażenia, gdyż u maluchów choroba przebiega w większości bezobjawowo.Właśnie dla tych grup zalecane jest szczepienie przeciwko WZW A, które nie podlega jednak refundacji z NFZ, zatem trzeba zapłacić za nie z własnej kieszeni. W profilaktyce żółtaczki pokarmowej bardzo ważną rolę odgrywa również higiena osobista i dokładne mycie rąk – zwłaszcza przed posiłkiem. 

Agnieszka Gabała

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *