Łukasz przeżył, ale jest w śpiączce


Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie, ale się pomylili. 32-letni Łukasz Nocoń przeżył, lecz jest w śpiączce. Młody tarnogórzanin potrzebuje wsparcia w kolejnej walce – o wybudzenie i powrót do najbliższych.

28 lipca 2018 roku Łukasz Nocoń razem z narzeczoną Anetą, bratem Maciejem i znajomymi wybrali się na spływ kajakowy rzeką Skawą, niedaleko Wadowic. To nie była ich pierwsza kajakowa wyprawa, byli dobrze przygotowani. Wynajmujący sprzęt zapewniał, że na trasie nie ma szczególnie niebezpiecznych miejsc. Okazało się, że jest zupełnie inaczej.

Wszyscy wpadli do wody

Z powodu wcześniejszych opadów deszczu i wysokiego stanu wody w zbiorniku retencyjnym, spuszczono zdecydowanie więcej wody z zapory niż w inne dni. Nurt rzeki był bardzo silny i nie można było bezpiecznie wypłynąć na brzeg. Uczestnicy spływu napłynęli na następujące po sobie progi wodne z narzuconymi głazami skalnymi w Jaroszowicach. Wszyscy wpadli do wody – 15 osób w ośmiu kajakach. 3 osoby zostały uwięzione na głazach pomiędzy progami na środku rzeki, nawet specjalnej jednostce straży pożarnej udało się ich bezpiecznie ewakuować dopiero po zamknięciu wody na zaporze. Jednak cała czternastka wyszła z opresji obronną ręką, skończyło się jedynie na potłuczeniach i otarciach.

Łukasz Nocoń

Łukasz nie miał tyle szczęścia, na jednym z progów został wciągnięty pod wodę i podtopiony. – Gdy za progami rzeka w końcu wypuściła brata, razem z kolegą Krzysztofem wyciągnęliśmy go z wody. Nie oddychał, jego serce nie biło. Natychmiast przystąpiliśmy do resuscytacji. Olbrzymiego brzucha wypełnionego wodą, sinoszarej i lodowatej skóry oraz otwartych, ale bez życia oczu nie zapomnimy do końca życia. Do przyjazdu karetki nie przestawaliśmy go reanimować nawet na sekundę. Po przybyciu ratowników jeszcze kilkanaście minut trwała resuscytacja aż w końcu serce zaczęło bić. Potem zatrzymało się jeszcze dwa razy, ale wola życia brata była silniejsza i po krótkiej chwili znowu wracał puls – opowiada Maciej Nocoń.

Nie odzyskał przytomności

32-letni tarnogórzanin trafił na oddział intensywnej terapii. Wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną i podłączono do respiratora. Tak było przez ponad 20 dni. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Miał ostrą niewydolność krążeniowo-oddechową, niewydolność nerek i wątroby, zapalenie płuc, wstrząs septyczny. Mimo to walczył. W 24. dobie od tragicznego wypadku Łukasza odłączono od respiratora i wybudzono ze śpiączki farmakologicznej. Parametry życiowe wracały do normy, jednak młody mężczyzna nie odzyskał świadomości. Tak jest do dziś. Tarnogórzanin pozostaje w śpiączce mózgowej.

Teraz czas na wybudzenie Łukasza do świadomego życia, na walkę o powrót do najbliższych. – To długa, żmudna i kosztowna droga. Nie możemy pozwolić, aby cały dotychczasowy wysiłek poszedł na marne. Łukasz potrzebuje konsultacji i zabiegów u szeregu specjalistów oraz sprzętu rehabilitacyjnego. Konieczna jest ciągła stymulacja wszystkich zmysłów oraz ćwiczenia zachowujące ciało w dobrej kondycji. W dłuższej perspektywie oznacza to koszty liczone w setkach tysięcy złotych. Niestety nie jest nas na to stać, nasze oszczędności powoli się wyczerpują, a droga jeszcze bardzo długa – stąd prośba o wsparcie – zaznacza brat Łukasza. Miesiąc rehabilitacji i intensywnego wybudzania z poruszaniem wszystkich bodźców to koszt ponad 23 tys. zł.

Na portalu zrzutka.pl organizowana jest zbiórka funduszy na wybudzanie Łukasza. Można też wpłacać pieniądze na konto Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Słoneczko, Stawnica 33A, 77-400 Złotów, nr 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010, tytuł wpłaty 222/N Łukasz Nocoń.

Agnieszka Reczkin

Jedna myśl na temat “Łukasz przeżył, ale jest w śpiączce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *